Torvalds chce Linuksa na desktopie. Serio?

Podczas dyskusji na Embedded Linux Conference (4-6 kwietnia 2016) twórca Linuksa wyznał, co myśli o obecnym stanie tego systemu, a także o jego przyszłości. Celem wciąż jest jego popularyzacja na desktopach, która od 25 lat nie przynosi oczekiwanych efektów. W rozmowie podczas konferencji Torvalds stwierdził, że jest w stanie poświęcić na to kolejne 25 lat.

Faktem jest, że system odniósł ogromny sukces – pracuje na większej liczbie urządzeń, niż można to sobie wyobrazić. Masz go pewnie w swoim smartfonie lub tablecie (Android „pod spodem” ma właśnie Linuksa), być może w routerze albo telewizorze, w dysku sieciowym (np. domowy NAS) albo w centrum obliczeniowym przechowującym twoje dane on-line. Najnowsze komputery do gier Steam Machine również są na bazie Linuksa. Jeśli masz go również na laptopie lub pececie, zaliczasz się do niespełna 2-procentowej mniejszości.

Linux sromotnie przegrał konfrontację z Windows, mimo wielu błędów Microsoftu. Co decyduje o niechęci użytkowników do niego? Moim zdaniem dokładnie to, co stanowi o jego sile – społeczność, która go rozwija. Dzięki niej system nadąża za najnowszymi trendami, jest otwarty, bezpieczny i elastyczny. Ale ta sama społeczność powoduje, że nie ma jednej firmy odpowiedzialnej za projekt, a w niej grupy programistów i jednego prezesa, który mógłby czuwać nad spójnością systemu. Nie chodzi mi o jądro systemu, lecz o to, co przeciętny zjadacz chleba rozumie przez system: okienka, aplikacje, sterowniki, usługi itd.

Być może do sukcesu Linuksa na pecetach niewiele brakuje. Dowodem na to, że – w uproszczeniu – da się zrobić „coś z niczego” jest OS X (wcześniej Mac OS X), który w dużej mierze wykorzystuje uniksowe systemy FreeBSD i NetBSD. W świecie Linuksa takim przykładem może być Ubuntu – system pod pieczą firmy Canonical szybko stał się najpopularniejszą dystrybucją Linuksa, choć równie szybko stracił swoją popularność (moim skromnym zdaniem nakładka Unity to nieporozumienie). Być może obecnie najpopularniejszym systemem linuksowym jest Chrome OS – według pewnych źródeł ma on rynkowy udział około 0,5% (mizernie, ale może być lepiej). Właśnie taką postać Linuksa jestem sobie w stanie wyobrazić – system dostarczany przez jednego producenta, który przyznaje się do niego, bierze odpowiedzialność, dostarcza aplikacje i usługi.

Nie będę ukrywał, że ten materiał powstał na laptopie z Linuksem – właśnie z systemem Google Chrome OS.

Streszczenie rozmowy z ELC 2016: CIO.com

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *