Nvidia Pascal – ale o co chodzi?

W weekend Nvidia oficjalnie pokazała nowe procesory graficzne: GeForce GTX 1080 oraz GTX 1070. Wprowadzają dwie podstawowe nowości – architekturę Pascal, technologię produkcji FinFET oraz proces technologiczny 16 nm. Połączenie tych czynników ma dać spektakularny poziom wydajności i energooszczędności, w dodatku przy bardzo rozsądnym poziomie cen. Tylko po co?

GeForce GTX 1080 za 599 dolarów ma – według producenta – dać wydajność wyższą niż dwie grafiki GeForce GTX 980 w konfiguracji SLI. Podczas prezentacji, przy zegarze 2,1 GHz i standardowym chłodzeniu powietrzem grafika miała temperaturę tylko 67 stopni. Niższy procesor, czyli GeForce GTX 1070 za 379 dolarów, zaoferuje wydajność wyższą n iż Titan X. Mniejsza o detale techniczne – znajdziecie je z łatwością na tysiącach innych stron.

Wydajność, a tym bardziej relacja wydajności do ceny, osiągnie niespotykany dotąd poziom. Dla klientów to świetna wiadomość – im szybciej, chłodniej i taniej, tym lepiej. Jednak coś mi się tu nie zgadza – dlaczego Nvidia to robi?

Do tej pory kolejne generacje kart graficznych (jak i procesorów) przynosiły niewielki przyrost wydajności. Nie dlatego, że się nie dało, lecz dlatego, by nie zamykać sobie drogi i w przyszłości łatwo wprowadzać drobne ulepszenia (kolejne generacje układów) i stopniowo obniżać ceny (utrzymać wysoki zysk). Tak działa nie tylko Nvidia, która konkurując z AMD powoli przejmuje udziały na rynku GPU. Tak działa również Intel, powoli ulepszając własne układy, ale bez rewolucyjnych zmian, by nie robić zbyt wiele zamieszania i nie wykosić całkowicie konkurencji.

Tymczasem premiera GeForce GTX 1080 i GTX 1070 oznacza tylko jedno – zupełną zmianę na rynku układów graficznych. W praktyce będzie to błyskawiczne zepchnięcie AMD na margines, tak jak to się stało w przypadku procesorów. Oczywiście, jeśli sprawdzą się te wszystkie rewelacje Nvidii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *