Modułowy smartfon – komu to potrzebne?

Tytułem wstępu: dobrze zdajemy sobie sprawę, że czas życia produktów elektronicznych jest coraz krótszy. Po pierwsze, dlatego że się psują. Po drugie, szybko starzeją się „moralnie”. Płaska plazma sprzed kilku lat nie umywa się do współczesnego telewizora Ultra HD, a smartfon sprzed kilu lat (tak tak, ten z Androidem 2.x) nie umożliwia nawet instalacji większości aplikacji. Osoby, które chcą podążać za trendami, muszą zmienić telewizor raz na pięć lat, a smartfon – przynajmniej raz na dwa lata.

A teraz do rzeczy. Parę dni temu firma LG oficjalnie wprowadziła do Polski swój flagowy smartfon G5. To pierwszy w historii smartfon modułowy, w którym można wysunąć baterię ze urządzenia, a w jej miejsce zainstalować moduł CAM Plus, który zapewnia lepszy chwyt oraz wygodne sterowanie funkcjami aparatu. Drugim opcjonalnym modułem jest Hi-Fi Plus – przetwornik dźwięku dla melomanów oczekujących najlepszego brzmienia. Wymienione moduły mają kosztować 400 oraz 700 zł. Pal licho ceny – chodzi o to, smartfon z możliwością rozbudowy pojawia się w czasach, gdy nawet wielu laptopach rozbudować się nie da. Procesory są lutowane bezpośrednio na płytach głównych, to samo coraz częściej dotyczy pamięci RAM czy nawet dysków (eMMC).

Przypomina to sytuację modułów Samsung Evolution Kit do telewizorów. Na przykład taki moduł SEK-3500U z 2015 roku dodaje mnóstwo ciekawych i oczywiście niezbędnych funkcji (HDCP 2.2, kodeki VP9 i HEVC, MHL 3.0) do kilku serii telewizorów z roku 2014 i 2013 (jest więc bardziej uniwersalny niż moduły LG pasujące tylko do jednego smartfonu). Niestety, modułu Samsunga chyba nie da się w ogóle kupić w Polsce, a za granicą jest wyceniany na 400 euro. Ręka do góry, kto kupił taki dodatek do swojego telewizora! Nie spodziewam się lasu rąk, tym bardziej, że chwilowo komentowanie artykułów jest wyłączone 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *