E-paragon – wyższy stopień inwigilacji

Przyzwyczailiśmy się do wszędobylskich kamer na ulicach, w urzędach, sklepach i innych miejscach publicznych. To oczywiście służy bezpieczeństwu, ale z drugiej strony pozwala obserwować kto, gdzie i kiedy się porusza. W dużym mieście nie sposób uniknąć ciekawskich obiektywów – na jednym skrzyżowaniu potrafi być ich kilkadziesiąt. Bóg jeden raczy wiedzieć, kto jest ich właścicielem i kto z nich korzysta.

Jasne jest również, że każda rozmowa telefoniczna może być podsłuchana i zarejestrowana – nawet jeśli prawo na to nie pozwala. Głośną ostatnio sprawą jest kradzież kluczy szyfrujących z firmy Gemalto (m.in. producent kart SIM) przez amerykańską agencję NSA i jej brytyjski odpowiednik GCHQ. Nie dziwi zatem inwigilacja niemieckich polityków przez amerykańskie służby , polskich przez niemieckie, i tak dalej.

Polskie prawo nakazuje operatorom przechowywanie danych teleinformatycznych przez rok – jaka jest gwarancja, że dane te są wykorzystywane tylko w legalny sposób? Żadna. Do tego dochodzi obowiązek rejestracji kart – teraz SIM = PESEL. Jest również bardzo prawdopodobne, że do każdego „mądrego” urządzenia (smartfon, tablet, komputer) można uzyskać nieautoryzowany dostęp, nawet jeśli jest ono pozornie wyłączone. Można ustalić lokalizację, przejrzeć zdjęcia, użyć mikrofonu do podsłuchu albo kamery do podglądu. Nawet jeśli nie zostało to jeszcze udowodnione, to jaka jest gwarancja, że sprzęt jest w stu procentach „czysty”? Żadna.

Wielki Brat patrzy i słucha. Ale idźmy dalej. Dla wygody posługujemy się plastikowym pieniądzem – wypłacamy gotówkę z bankomatów, dokonujemy płatności bezgotówkowych w sklepach stacjonarnych i przez internet. Efektem ubocznym jest to, że dwie amerykańskie firmy – Visa i Master Card – dysponują gigantyczną bazą informacji. Gdzie byliśmy, ile wydaliśmy, ile wydajemy miesięcznie, czy brakuje nam pieniędzy? Kraje skandynawskie powoli wycofują się z płatności gotówkowych – za parę lat nie będzie możliwości, by ukryć się w tłumie.

Sięgając bardziej w przeszłość, być może do tej pory największym zamachem na ludzkość było w ogóle wprowadzenie papierowego, zżeranego przez inflację, pieniądza bez pokrycia. Ale to już inna historia…

Wracamy na własne podwórko, do e-paragonu, który będzie obowiązkowy od 2018 roku. Pomysł ma umożliwić skuteczną walkę z szarą strefą. Unikanie podatków, będących nowoczesną formą pańszczyzny, ma być trudne albo niemożliwe. Lecz jest to rozwiązanie wywracające portfele obywateli na lewą stronę. Nie ukryje się nawet grosz! Do systemu trafią informacje nie tylko o tym, ile i gdzie wydałeś (jak w przypadku kart płatniczych), ale także o tym, co dokładnie kupiłeś. „E-paragon pokaże małżeństwu, ile mąż wydaje na utrzymanie samochodu, a żona na ubrania.” Rozwiązanie ma być oczywiście wygodne, bo nie trzeba będzie drukować papierowych paragonów. Ma być nowoczesne, bo pozwoli analizować dane na setki sposobów i tworzyć statystyki, jakich do tej pory tworzyć się nie dało. A także ma być, oczywiście, bezpieczne – jak kamera na ulicy czy smartfon w kieszeni. Bo wygoda i bezpieczeństwo to cechy, które mają skusić każdego do korzystania z tych narzędzi. Co tam prywatność i dane osobowe!

Owszem, nie sposób dostrzec zalet, ale wady biją je na głowę. Przede wszystkim jest to możliwość stworzenia dokładnego profilu każdego człowieka, każdej rodziny. Gdzie są, jaką żywność kupują, czy się zdrowo odżywiają, czy palą, jaki alkohol piją, jaką mają elektronikę w domu, czy stosują antykoncepcję, czy leczą się prywatnie (i na co), i tak dalej. Jaka jest gwarancja, że te dane pozostaną bezpieczne? Żadna. Wręcz przeciwnie, wyciek takich danych (a później handel nimi) jest w stu procentach pewny – pytanie tylko, kiedy to się stanie i kogo dotknie. Inną kwestią jest celowe wykorzystanie tych danych przez rządzących oraz „elity”. Tu właściwie mamy pewność, że posłużą one do złych celów. Dysponując takimi informacjami, nikt nikomu nie zrobi dobrze.

Nie wolno też zapominać o bardziej przyziemnych skutkach ubocznych wprowadzenia e-paragonu. Na przykład, w przypadku płatności gotówka, będzie to prawdopodobnie konieczność identyfikowania kupującego, by e-paragon mógł być przypisany do jego identyfikatora w systemie. Będzie to również konieczność aktualizacji oprogramowania kas fiskalnych, a w przypadku tych, które nie dadzą się zaktualizować będzie to konieczność wymiany na nowe kasy. Cała operacja jest szacowana na 700 mln zł – spory pieniądz do wyrwania od podatników. Rząd zapowiada, że będzie dofinansowywał wymianę kas, ale przecież sfinansuje to nie ze swoich, lecz NASZYCH pieniędzy (bo swoich nie ma). Ale prawdziwe monstrum powstanie po stronie rządowej – budowa i utrzymanie infrastruktury zbierającej i przechowującej informacje o milionach transakcji dziennie będzie kosztować miliardy złotych.

Czyż to nie przypomina stawiania setek kilometrów zbędnych ekranów akustycznych, na które wydano 5 mld zł NASZYCH pieniędzy? Sprawa trafi do prokuratury, może nawet zostaną wskazani winni, ale co z tego? A pamiętacie setki fotoradarów zakupionych przez gminy z NASZYCH pieniędzy, które teraz kurzą się gdzieś w magazynach? Albo ustawę śmieciową, która wywróciła do góry nogami rynek odpadów, nie rozwiązując praktycznie żadnych problemów – jest drożej, a śmieci pozbyć się jakoś trudniej. Albo konieczność rejestracji kart SIM, które i tak można kupić na lewo?

Który przepis poprawiający wygodę, bezpieczeństwo czy komfort życia, miał ręce i nogi? Czy e-paragon również jest pomysłem, który ma wyciągnąć pieniądze od jednych i włożyć do kieszeni tych drugich, przy tym zaciskając pętlę inwigilacji społeczeństwa?

One thought on “E-paragon – wyższy stopień inwigilacji

  • 2016-10-07 at 15:39
    Permalink

    Cytat z money.pl:

    (…) Rząd chce bowiem, by to nie tylko kasy wysyłały informacje do fiskusa. Także fiskus ma komunikować się z kasami fiskalnymi. To on ma je programować, aktualizować, a nawet wyłączać.

    – W myśl proponowanych przepisów kasy mają być zdalnie sterowane przez ministerstwo. Nie jest więc tylko w sferze domysłów, że resort będzie mógł komuś kasę wyłączyć. Ryzyko dotyczy także kwestii awarii repozytorium. Jeśli ono zawiedzie, istnieje realne zagrożenie, że handel w Polsce będzie niemożliwy – tłumaczy dr Paweł Litwiński, który współpracuje z Fundacją Panoptykon.

    Reply

Pozostaw odpowiedź Artur Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *